Przejdź do głównej zawartości

Bilet do wolności: Kalosze, obuwie dla bushcraftera

Bilet do wolności: Kalosze, obuwie dla bushcraftera


Kochasz przyrodę i uwielbiasz zaszywać się w dziczy. Ale jak w weekend wybierasz się do pobliskiego lasu, zamiast znaleźć święty spokoju, natykasz się na tłumy ludzi. Niestety, wolność ma cenę. Czy jesteś gotowy ją zapłacić? Jeśli tak, kup sobie kalosze - świetne obuwie dla bushcraftera.

Bilet do wolności

Oboje z Żoną mamy kalosze i niemal zawsze wozimy je w bagażniku. Dzięki nim znamy leżące w pobliżu piękne miejsca, gdzie przyroda żyje swoim życiem, mimo że pół kilometra dalej przetaczają się tłumy spacerowiczów. Miejsca, gdzie nikt nie zachodzi i chyba nie chce zachodzić.

Żeby znaleźć się tutaj...


Trzeba najpierw przejść tędy...

Spacerowicze wolą wygodne, utarte ścieżki. Ale wystarczy włożyć kalosze, zejść z duktu i przejść przez podmokłą łąkę albo pokonać kilka rowów, żeby znaleźć swoje leśne zacisze.

Kalosze jako obuwie outdoorowe

Kalosze to częsty wybór ludzi outdooru. Takich prawdziwych, którzy całe dnie, bez względu na pogodę, spędzają w plenerze. Mam na myśli pracowników leśnych. Albo rolników. Ja widuję ich głównie w gumiokach. Lub w obuwiu bhp - które skąd inąd też jest godnym uwagi budżetowym rozwiązaniem, świetnie nadającym się do niektórych bushcraftowych zajęć.

Wracając do kaloszy - ci panowie nie noszą ich dlatego, że nie mają innych butów. Po prostu stosują obuwie, które najlepiej odpowiada ich potrzebom.

Dlaczego kalosze tak dobrze sprawdzają się w terenie? Bo chronią przed wodą - to jest chyba oczywiste. Ale to nie jedyny ich atut. Kalosze chronią też przed zimnem.  Oprócz tego mogą zabezpieczać przed kleszczami i innymi stworzeniami.

Ochrona przed zimnem

Pojechaliśmy z dwoma kolegami na ryby. To był początek grudnia, wieczorna zasiadka na sandacza. Jeden z nas kupił sobie specjalne buty. Rozstawiamy sprzęt, a on opowiada, jakie są super, bo specjalnie dostosowane do wędkowania w warunkach zimowych. Dwie czy trzy godziny później bidulek siedział już w aucie z włączonym silnikiem, bo mu nogi przemarzły. Ja z drugim kolegą mieliśmy kalosze znanego polskiego producenta, ja z TRC a on z pianki EVA (takie za 40 złoty). Ponieważ nie było wystarczająco miejsca na trzy wygodne stanowiska, ustawiliśmy krzesła na płytkiej wodzie, i siedzieliśmy z nogami zanurzonymi po kostki. Mam wrażenie, że mógłbym tak siedzieć przez całą noc, gdyby nie to, że miałem za cienką kurtkę.  Koło północy zdecydowałem się na odwrót, inaczej rano na krześle znalezionoby zamarzniętego wędkarza - który nadal miałby ciepłe nogi.  Odpowiednie kalosze fenomenalnie chronią przed zimnem.

Możliwe, że poprzednie akapit uświadomił Ci, drogi Czytelniku, że nie wszystkie kalosze są wykonane z tego samego materiału. Pozwól więc, że spróbuję wyjaśnić różnicę, między kaloszami z gumy, z pianki EVA i z TRC.

  • Kalosze z gumy: to typowe kalosze, wykonane z dosyć ciężkiej, ale też bardzo odpornej na uszkodzenia gumy.
  • Kalosze z pianki EVA (Ethylene Vinyl Acetate): podobnie jak tradycyjne kalosze chronią przed wodą, ale są znacznie lżejsze i znakomicie chronią przed zimnem, nawet grubo poniżej zera. Takie kalosze często noszą wędkarze łowiący na lodzie. Pianka EVA ma jednak pewną wadę - jest znacznie bardziej podatna na uszkodzenia, niż tradycyjna guma.
  • Kalosze z TRC (Thermo Rubber Control): są zrobione z materiału będącego czymś pomiędzy pianką EVA i gumą. Jest to próba połączenia najlepszych cech obu światów. Od 4 lat mam takie kalosze i jestem z nich bardzo zadowolony. 

Ochrona przed kleszczami

Kalosze są też niezłym zabezpieczeniem przed kleszczami, a w konsekwencji przed boreliozą czy kleszczowym zapaleniem mózgu. W wypadku tego ostatniego, jedyną skuteczną ochroną jest profilaktyka, więc dlaczego nie uwzględnić w niej także kaloszy. Warto je założyć, kiedy się chodzi po wysokiej trawie czy  chaszczach.

Przed kleszczami i nie tylko


Kalosze chronią też przed poparzeniem pokrzywami, ukąszeniami wężów i użądleniami skorpionów. Jeśli chodzi o węże, w Polsce zagrożeniem może być jedynie żmija zygzakowata, bo pozostałe 3 gatunki (zaskroniec, gniewosz plamisty i wąż Eskulapa) nie są jadowite. Sama żmija też nie jest jakimś wielkim zagrożeniem. Jeśli tylko ma możliwość, ucieka przed człowiekiem, nawet jeśli ukąsi, nie zawsze wpuszcza w ranę jad (30-50%), a jeśli nawet to zrobi, to na szczęście ukąszenie zwykle nie stanowi zagrożenia życia (1%). Mimo to lepiej na żmije uważać, a są miejsca, gdzie jest ich dużo. Przynajmniej raz w roku spędzamy kilka dni w takiej właśnie okolicy i z zasady, jak robimy coś na dworze, chodzimy w kaloszach albo uważnie patrzymy, gdzie stawiamy nogi.

Gdzie indziej z wężami jest już gorzej. Mam pewne minimalne doświadczenie w trekkingu w dżungli oraz znacznie większe doświadczenie w obserwacji życia ludzi żyjących w amazońskich tropikach. Jedna z tych obserwacji dotyczy zamiłowania miejscowych do solidnych gumowych kaloszy. Każdego ranka są one wytrząsane, żeby pozbyć się skorpionów uwielbiających zapach spoconych stóp. Przez resztę dnia kalosze służą jako ochrona nie tylko przed obecną wszędzie wodą, ale też przed stawonogami i wężami. Kalosze nie dają 100 procentowego zabezpieczenia przez ukąszeniami węży, bo niektóre gatunki są w stanie przegryźć gumę. Ale w połączeniu z ostrożnością, znacznie zmniejszają ryzyko najgorszego.

Wyposażeni do marszu przez dżungle: kalosze, długie rękawy i maczety - długa maczeta do torowania drogi, a krótka, do prac obozowych

Kalosze mają też wady...

Bo są dosyć ciężkie. Na dłuższą metę chodzenie w nich może męczyć. To, czy je ubrać czy nie, to taka sama decyzja, jak przy wyborze innego sprzętu na wycieczkę: czy dany przedmiot jest na tyle przydatny, że opłaca się go taszczyć. Odpowiedź będzie po prostu zależeć od warunków.

Słyszałem też opinię, że kalosze są niewygodne. Tu już byłbym gotowy polemizować. Źle dobrane kalosze pewnie mogą być niewygodne. Ale tak jest ze wszystkimi butami. Za to w dobrze dopasowanych kaloszach można robić dosyć długie trasy, co poświadczą ptasiarze, chodzący kilometrami w gumiokach, żeby zobaczyć bataliona, ostrygojada albo choćby ogon wodniczki.  

Czytam jeszcze na jakimś forum, że kalosze to złe buty, bo "nie oddychają". No zgadza się, nie oddychają. Nie twierdzę więc, że są obuwiem na każdą pogodę i w każdy teren. Nie będą raczej najlepszym wyborem na sierpniowy marsz przez Pustynię Błędowską. Po domu też w nich nie chodzę. Jednak kiedy gdzieś buszujemy i jest naprawdę mokro, na pozycję lidera wychodzą stare dobre gumioki.

Kiedy ludziom w "oddychającym" obuwiu z goretexu od dawna będzie już chlupać w butach,  ja w kaloszach będę sobie wesoło kicał po kałużach. Celowo wspominam o butach z membraną, bo to chyba pierwsze skojarzenie, które się nasuwa, kiedy mowa o "oddychającym" obuwiu. Nie chcę wchodzić głęboko w ten temat. Ale najkrócej mówiąc, nie jestem fanem membrany w butach.

Jestem przekonany, że jeśli chodzi o zapewnienie sobie suchych stóp w trakcie dużych opadów lub chodzenia po podmokłym terenie, kalosze rządzą, a wszelkie gore/aqua/hydro i inne texy nie mają w ogóle co startować. Z dwóch powodów:

  • 1) Kalosze zapewniają wodoodporność absolutną i to aż do wysokości kolan.
  • 2) Kiedy jest mokro, membrana przestaje oddychać. Na dobrą sprawę nie bardzo wierzę w jej skuteczne "oddychanie" również wtedy, kiedy jest sucho. Ciekawy artykuł na ten temat, zatytułowany "Obuwie z membraną - hit czy kit XXI wieku", opublikowano w serwisie wodoodporni.com.pl poświęconym tematyce impregnacji odzieży i obuwia. Nie potrafię zweryfikować części merytorycznej tego artykułu, bo nie jestem fachowcem, ale jeśli chodzi o spostrzeżenia z użytkowania butów z membraną, podpisuję się obiema rękami. Mam takie same doświadczenia. 

Podsumowanie

Kalosze mogą dać bushcrafterowi sporo radości 😏 Można w nich dotrzeć tam, gdzie inni nie docierają i zaszyć się w dziczy nawet w miejscach z dużą presją turystyczną. Kalosze świetnie chronią nie tylko przed wodą, ale również przed zimnem - szczególnie jeśli zdecydujemy się na model z pianki EVA lub TRC. Dają też pewną ochronę przed kleszczami a nawet ukąszeniami stawonogów i węży. Do tego dochodzi jeszcze cena. Produkowane w Polsce kalosze są dobre jakościowo i tanie - można je kupić już za jakieś czterdzieści złotych. W porównaniu z dedykowanym obuwiem turystycznym cena jest więc śmieszna.

Uwaga: Nie jestem specjalistą. Staram się pisać o rzeczach, które sam stosuję i z którymi mam pewne doświadczenie, ale mogę się mylić. Jeśli zauważysz jakiś błąd, napisz w komentarzu.

Komentarze

  1. A masz doświadczenie w dłuższych wędrówkach w tym obuwiu. Dłuższa wędrówka to powiedzmy 10km przez las w zróżnicowanym podłożu tzn 70% to ściółka leśna a pozostałe to błota i woda.
    Czy po tych 10 km wędrówki z plecakiem noga nie odczuwa braku usztywnienia w kostce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Tak, mam. 10 km w kaloszach to dużo, ale jak najbardziej wykonalne, jeśli są dobrze dobrane. Mi osobiście nie przeszkadza brak usztywnienia, raczej po prostu ciężar. Jeśli miałoby się zacząć od tych 30% błota i wody, pewnie i tak wybrałbym kalosze 😄 Nie uważam, że to najlepsze buty do trekkingu. Ale w wielu zajęciach bushcraftowych bardzo dobrze się sprawdzają. Dziękuję za wizytę 👍

      Usuń
  2. Jestem wielkim fanem gumowcow. Duzo czasu spedzam w terenie : czy to chodzac czy wedkujac na spinningu itp. Wtedy uzywam tez woderow ( te mam takze z podszyciem neoprenowym ) Czy to z gumy czy z roznych innych tworzyw: purofort od firmy Dunlop sa lekkie I wygodne. Gumowce z gumy z neoprenem sa genialne. Moga zawsze slucha I ciepla. W zimie z kolei w ruch czesto ida gumofilce z prawdziwej gumy od Fagumu ( model Boryna ) Masz racje : te wszystkie trekkingi z membrana moze sa I dobre ale jak jest w miare sucho i sa ,,lekko,, uzywanie. Co do kaloszy : jak sie ma kilka par I sie je zmienia to nie ma co sie martwic o zly zapach itp. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się zgadzam, bardzo dziękuję za komentarz. 👍😁

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wyplatanie: Jak samemu zebrać wiklinę?

Wyplatanie: Jak samemu zebrać wiklinę? Chciałbyś wypleść sobie koszyk? To świetna i rozwijająca zabawa. Zrobienie czegoś własnymi rękami sprawia dużą satysfakcję, szczególnie, jeśli zrobi się to od początku do końca. Końcem jest gotowy koszyk. A początkiem? Własnoręczne zebranie wikliny! Co to jest wiklina? Wiklina to nazwa surowca uzyskiwanego z młodych pędów wierzby. (Tak jak drewno to nazwa surowca uzyskiwanego z drzew). Jak mówimy o roślinie, to mówimy "wierzba", a jeśli chodzi nam o surowiec, to mówimy "wiklina". Koniec końców chodzi o to samo. Najlepsza wiklina do wyplatania to jednoroczne pędy wyrastające z samej ziemi albo z pnia przy samej ziemi. Są one czasami nazywane "odziomkami". Wierzba rośnie bardzo szybko, więc te jednoroczne pędy często osiągają długość 1 metra, a nawet więcej. Dlaczego pędy powinny być jednoroczne? Bo w pierwszym roku rosną, nie tworząc rozgałęzień. Czyli nie będą miały żadnych sęków i nierówności. W kolejnych latach te p

Wyplatanie: Jak wypleść dno koszyka?

Wyplatanie: Jak wypleść dno koszyka? Większość używanych obecnie koszy jest wyplatanych od denka. Kosze można też wyplatać na odwrót, czyli od góry, jednak aktualnie zdecydowana większość jest robiona od dołu. Jeśli nie miałeś jeszcze okazji wypleść takiego kosza, to zapraszam do zabawy. Postaram się w miarę dokładnie opisać, jak to się robi. Żeby wypleść udane dno koszyka, trzeba nauczyć się: robić krzyżak wiązać krzyżak podstawiać witki grubymi końcami podstawiać witki cienkimi końcami kończyć wyplot czyścić denko Czynności te są opisane niżej krok po kroku. Jak zrobić krzyżak Krzyżak Podstawowe denko okrągłego koszyka robi się "trzy na trzy". Oznacza to, że denko ma w sumie sześć osnów. Jedna trójka jest ustawiona pod kątem prostym do drugiej trójki, tak jak na zdjęciu. Na początek utnij patyczki na osnowy. Weź sześć witek i odetnij od strony grubego końca patyczki o długości piędzi. Co to jest piędź? Tradycyjna jednostka miary odpowiadająca odległości między czubkiem kciu

Dzikie rośliny jadalne - od czego zacząć? Wiosna

Dzikie rośliny jadalne - od czego zacząć? Wiosna Wiosna to świetny moment na rozpoczęcie przygody z dzikimi roślinami jadalnymi. Spośród około 3000 gatunków roślin występujących w naszym kraju, ponad 1000 można uznać za jadalne. Ta liczba jest wprost przytłaczająca. Od czego więc zacząć? W tym poście przedstawiam 5 roślin jadalnych, które łatwo znaleźć, rozpoznać i przygotować. Oczywiście pamiętając o tym, żeby korzystać z bogactwa roślin, ale ich nie niszczyć . 1) Lipa W Polsce w stanie dzikim występują dwa gatunki lipy: Lipa drobnolistna ( Tilia cordata ) oraz Lipa szerokolistna ( Tilia platyphyllos ).  Rozpoznawanie:  Lipy łatwo rozpoznać po sercowatych liściach, które u poszczególnych gatunków różnią się po prostu wielkością. Wiele osób latem zbiera kwiaty lipy na herbatkę, więc dobrze kojarzy to drzewo. Wspomnę jeszcze, że lipy należą do rodziny Ślazowatych ( Malvaceae ), co da się poniekąd wyczuć, rozcierając liść w palcach. Kiedy to zrobimy, poczujemy pew